Podróż na rajską wyspę dała mi wiele do myślenia. Szybko zrozumiałam dlaczego samodzielne 20161026_105726-01podróżowanie lokalnym transportem sprawia mi więcej satysfakcji. Wczesnym rankiem wsiedliśmy do busa, który wypchany był po brzegi turystami. W środku chłodno od klimatyzacji. Ludzie znudzeni spali opierając się o szyby. Patrzyłam w okno chcąc zobaczyć świat dookoła, ale wydawał się dziwnie obcy, tak jakby dzieliła nas ściana puszki, w której się znajdowałam. Zero dopływu tropikalnego powietrza, zero promieni słonecznych, tylko chłód. Wysiedliśmy w porcie. Zostałam szybko oznakowana żółtą naklejka i wpakowana w odpowiedni tłum, z którym podążyłam do odpowiedniej łodzi. Nie minęły dwie godziny i byliśmy już na wyspie Trawangan. Fakt, podróż teoretycznie była szybka i wygodna, ale zabrakło w niej prawdy. Świat Balijczyków na kilka godzin stał się bardzo odległy…
Z wyspy Trawangan szybko przepłynęliśmy na najmniejszą wysepkę archipelagu – Gili Meno. Czas zatrzymał się na 4 dni.  Nie pamiętam co kiedy robiłam. Codziennie spacerowaliśmy dookoła wyspy, jadaliśmy w różnych restauracyjkach, oglądaliśmy pastelowe wschody i zachody słońca, pływaliśmy w ciepłym morzu i tropiliśmy żółwie. Wyspa była bardzo spokojna. Lazurowe plaże wyglądały jak na obrazkach. Jednak zdjęcia w internecie łatwo przekłamują rzeczywistość. Jak w każdym zakątku Indonezji, który zobaczyliśmy, na wysepce nie zabrakło śmieci. Rajski obraz mieszał się z odpadkami walającymi się między hotelami i bungalowami. W środku wyspy panowało normalne życie. Małe gospodarstwa, krówki, świnki, kury i… palmy. Na wyspie nie ma ulic, jedynie 20161031_053414-01utwardzone piaskowe drogi, po których przemieszczają się bryczki ciągnięte przez małe konie. Wypożyczyliśmy rowery, aby szybciej się przemieszczać. Zapłaciłam właścicielowi za dwa dni, po czym wzięliśmy rowery bez spisywana żadnych danych. Po co, przecież i tak oddam. Niesamowite, że wszystko odbywało się na słowo honoru. Podobną sytuację mieliśmy w Ubud przy oddawaniu wypożyczonego samochodu. Bus do portu mieliśmy o godzinie 7 rano, a wypożyczalnia, do której mieliśmy zwrócić auto otwierana była o 10. Zadzwoniliśmy do właściciela samochodu, powiedzieliśmy, że samochód jest cały i oddaliśmy kluczyki właścicielce hotelu w którym przenocowaliśmy. Niesamowite prawda?
Zdążyłam pokochać małą wysepkę i zapragnęłam zostać tam dłużej, ale została nam do zrobienia jeszcze jedna rzeczy. Jak to się mówi, co się odwlecze to nie uciecze. Pogoda na Bali się poprawiła, a my musieliśmy wdrapać się na najwyższy wulkan na wyspie – Gunung Agung (3142m).
Wróciliśmy do Sidemen, położonego w przepięknej scenerii ryżowych tarasów. Właśnie to miejsce wybraliśmy na bazę wypadową na wulkan. Najpierw doba odpoczynku w hotelu, a następnie wyjazd o 11 w nocy po to, aby znaleźć się na szczycie o wschodzie słońca. Gunung Agung uznawany jest za jeden z trudniejszych szczytów w Indonezji ze względu na konieczność pokonania wzniesienia w ciągu jednego dnia. Wspinaczkę rozpoczęliśmy przed 12 w nocy. Ruszyliśmy z panem przewodnikiem i latarkami rozświetlającymi ciemność. Wybraliśmy jedną z dwóch tras – krótszą, ale trudniejszą spod 20161031_052633-01świątyni Pasar Agung. Ścieżka od początku biegła stromo pod górę, najpierw przez dżunglę, a potem po skalistym zboczu. Przewodnik nas nie oszczędzał, gnał szybko do przodu, a gdy do bazy docieraliśmy przed czasem kładł się na skałach i ucinał drzemkę. Po drodze, w jednej z baz spotkaliśmy trzech sympatycznych Niemców, z którymi spędziliśmy potem resztę wyprawy.
Noc była niesamowita. Dookoła skaliste zbocze, z którego byliśmy w stanie dostrzec tylko oświetlone kawałki, a nad nami rozgwieżdżone niebo, niezanieczyszczone żadnym światłem. W oddali hulał wiatr, który w totalnej ciemności sprawiał, że na ciele pojawiała się gęsia skorka.  Po 5.5 h znaleźliśmy się na szczycie. O 5.15 zaczynały pojawiać się pierwsze kolory wschodzącego słońca. Pogoda była wręcz idealna. Było ciepło, a wiatr bardzo lekki. Przez ponad godzinę delektowaliśmy się wspaniałymi widokami słońca, wulkanicznego krateru, wyspy Bali i widniejącego w oddali wulkanu Rinjani na Lomboku. Dopiero schodząc z góry zdałam sobie sprawę pod co ja w nocy wchodziłam! Trasa była na tyle trudna, że schodzenie zajęło nam tyle samo czasu co wchodzenie. Po 11 godzinach byliśmy z powrotem na dole, bardzo zmęczeni, ale też bardzo szczęśliwi. To była zdecydowanie jedna z fajniejszych chwil w życiu.
Wróciliśmy na noc do Sidemen, aby odsapnąć i zażyć w końcu prawdziwego balijskiego masażu, na który wcześniej nie było czasu. Masaż balijski jest bardzo popularny i już wiem dlaczego – jest naprawdę niezwykle przyjemny i relaksujący.
20161027_175953-01Pozostało nam 1,5 dnia do wylotu. Postanowiliśmy zwiedzić te miejsca, z których uciekliśmy na początku, czyli półwysep Bukit. Wróciliśmy do Kuty, zostawiliśmy rzeczy w gesthousie i udaliśmy się na przepiękne klify na plaży Melasti. Stamtąd pojechaliśmy nad słynną świątynię Uluwatu i obejrzeliśmy kolejny z balijskich tańców – Kecak – taniec ognia.
Do pełni szczęścia zabrakło mi jednej rzeczy. Chciałam zakupić rysunek zrobiony na ususzonym liściu palmy, które wykonują rdzenni przedstawiciele plemienia Bali Aga. Nie zakupiłam go będąc w wiosce z nadzieją, że znajdę go na innym bazarku, ale nigdzie nie mogłam na niego trafić. Udaliśmy się wiec rano w dzień wylotu do Denpasar na słynny bazar. Niestety okazało się, że wcześnie rano wystawiane są tylko produkty spożywcze. Pogodziłam się z myślą, że chyba nie uda mi się zakupić tego co chciałam. Postanowiliśmy w zamian przespacerować się po Denpasar i „przypadkiem” natrafiliśmy na muzeum, które okazało się być bardzo pięknym i ciekawym miejscem. Skończyliśmy zwiedzanie i mieliśmy wracać już do Kuty, aby udać się na lotnisko, gdy nagle zza rogu wyszedł Balijczyk z dużą siatką. Spojrzał na mnie i wyciągnął…rysunek na liściu palmowym!! Niesamowite!! Świat jest zaskakujący… Jeśli bardzo czegoś pragniesz, to wszystko zawsze ułoży się tak, abyś mógł to otrzymać! Zawsze! Byłam zachwycona i wdzięczna. Zakupiłam obrazek i w pełni usatysfakcjonowana mogłam udać się na lotnisko.
I tu kończy się nasza wspaniała podróż. Przez trzy tygodnie nauczyłam się wielu rzeczy. 20161029_064221-01
Każde zdarzenie wyryło się w moim sercu pogłębiając wiedzę i zrozumienie świata.
Opisałam Wam jak wyglądały nasze 3 tygodnie na Bali, ale to nie wszystko. Przywiozłam ze sobą cały worek przemyśleń i tematów, które chciałabym poruszyć. Przez całą podróż bardzo skupiałam się na weganizmie. Obserwowałam zwierzęta, to w jaki sposób są traktowane i w jakich warunkach trzymane. Wszystko dokumentowałam na zdjęciach i filmikach, po to, aby po przyjeździe podzielić się z Wami nową wiedzą. Szukałam też wegańskich rozwiązań na talerzu i fotografowałam dla Was pyszne wegańskie posiłki. Obserwowałam w jaki sposób ludzie traktują przyrodę i w jakim stopniu dbają o naszą planetę.
20161031_074551Wszystkimi obserwacjami chciałabym się z Wami podzielić w kolejnych wpisach.